Zamknijcie oczy.
Pomyślcie o swoim największym marzeniu. A potem wyobraźcie sobie, że się spełnia. Fajnie, co?
Spełnianie marzeń jest super. Dojście do takiego poziomu by stało się to realne, już niekonieczne.
Moją pasją był, jest i zawsze będzie sport. W swoim czasie próbowałam wszystkiego. Zaczęłam od pływania, potem była ręczna, nożna i siatkówka. Do żadnego z nich się nie nadawałam. Została mi atletyka, która stała się moim wybawieniem.
Na tej płaszczyźnie też próbowałam kilku rzeczy zanim znalazłam powołanie.
To było jak zabawa w poszukiwanie siebie. Patrzenie jak ci nie wychodzi i nie poddawanie się po to, żeby zdobyć szczyt.
Tym czego tak długo szukałam okazał się bardzo długi kijek. Tyczka. Moment, w którym jestem w powietrzu, ułamek sekunfy gdy mijam poprzeczkę i cudowne spadanie gdy jeszcze nie jesteś pewny czy się do końca udało, gdy pozostaje nadzieja, że nie wszystko stracone.
Bardzo ciężko pracowałam na to by znaleźć się tu gdzie byłam. Poświęciłam bardzo dużo czasu, łez, przyjaciół, dobrych stopni, życia społecznego i zdrowia by stać w tym miejscu, na tym stadionie.
Mistrzostwa Świata w Moskwie.
Mam 20 lat i za sobą kilka większych imprez, ale nigdy aż taką. Wychodząc z szatni za moimi rywalkami czułam się wspaniale. Tyle ludzi, taka atmosfera i taki poziom.
To miał być najcudowniejszy dzień mojego życia...
Skakałam dobrze, tylko dwie zespsute próby z wszystkich. Zostałyśmy we dwie. Ja i Isinbajewa.
Ze stresu obgryzłam wszystkie paznokcie i zepsułam dwie próby.
Moja rywalka zaliczyła za trzecim razem.
Na szali był złoty medal MISTRZOSTW ŚWIATA.
Ręce mi się trzęsły w głowie miałam mętlik.
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam rozbieg.
Uniosłam się i już wiedziałam, że poprzeczka jest w zasięgu mojego wzoku gdy usłyszałam niespodziewany trzask. Potem nie było już nic...
***
Witam :D
Prolog może być mylący, ale jest to siatkarskie fan fiction xD
Na razie nie zdradzę z kim i gdzie w roli głównej :P
Zapraszam do śledzenia i komentowania :D